Miejsce, które pokochacie

Dzisiaj troszeczkę inny wpis. Nie będzie to recenzja filmu ale mam nadzieję, że Was zaciekawię i zachęcę do odwiedzenia mojego ulubionego miejsca we Wrocławiu. Czy to miejsce ma związek z filmami? Oczywiście. To miejsce to kino. Niezwykłe kino.

Gdzie spędzam najwięcej czasu? Po tematyce tego bloga, można się łatwo domyślić. Mam takie szczęście, że mieszkam we Wrocławiu, w którym przy ul. Kazimierza Wielkiego znajduje się takie miejsce jak Kino Nowe Horyzonty. Jest to kino autorskie i artystyczne, wielbicielom filmów na pewno bardzo dobrze znane, ponieważ w lecie, odbywa się tu największy, międzynarodowy festiwal filmowy Nowe Horyzonty. Jest to kino bez wielkich hollywoodzkich produkcji i popcornu, natomiast z rozwiniętymi programami edukacyjnymi dla młodzieży szkolnej i studentów, z kolejnymi festiwalami i przeglądami oraz specjalnymi wydarzeniami promującymi kulturę filmową we Wrocławiu. Znajdziemy tu propozycję zarówno dla przedszkolaków i rodziców z dziećmi, jak i dla seniorów.

Jest to świetne miejsce do nauki, jak i do pracy. Na terenie kina znajduje się darmowe wifi i zazwyczaj jest dość cicho – idealne warunki. Jeśli najdzie Was ochota na zjedzenie czegoś ciepłego – nie ma problemu – na terenie kina znajduje się bistro z bardzo dobrym menu. Jeśli najdzie Was ochota na pogranie w gry planszowe – również nie ma problemu – znajduje się tu również wypożyczalnia gier.

Jeżeli chodzi o repertuar, jest naprawdę różnorodny. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ceny biletów są przystępne, ale mam dla Was radę – jeżeli jesteście kino-maniakami, to polecam wyrobić sobie Kartę Przyjaciela Kina. Jej koszt to tylko 25zł za cały rok, a upoważnia Was ona do naprawdę fajnych zniżek.

Jako, że zbliża się gala rozdania Oscarów, to wspomnę też o tym, że w Kinie Nowe Horyzonty, 24 lutego, odbędzie się transmisja na żywo, prosto z Dolby Theatre w Los Angeles. Myślę, że warto zarezerwować sobie ten wieczór i spędzić go w gronie innych miłośników filmu.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do odwiedzenia mojego ulubionego miejsca. Ostrzegam, że jak już raz tam pójdziecie to bardzo możliwe jest szybkie uzależnienie od odwiedzania go, ale zapewniam – jest to całkiem przyjemne uzależnienie 😉

Kraina wielkiego nieba

reż. Paul Dano

Zakłopotanie, smutek, złość – to emocje, których prawdopodobnie doświadczycie po seansie filmu „Kraina wielkiego nieba”. Jest to debiutancki film aktora (teraz również reżysera) Paul’a Dano. Jeśli znacie filmy w jakich grał, to nastawcie się, że film który wyreżyserował ani trochę ich nie będzie przypominał. Nastawcie się również na bardzo przemyślany i dopracowany scenariusz.

Akcja rozpoczyna się w latach 60. , w małym miasteczku, w Montanie. Janette (Carey Mulligan) i Jerry (Jake Gyllenhaal) sa małżeństwem i wychowują nastoletniego syna Joe (Ed Oxenbould). Wioda normalne, spokojne życie do czasu, kiedy Jerry traci pracę i postanawia pomagać w gaszeniu bardzo niebezpiecznych i rozległych pożarów lasów za najniższa stawkę. Można odnieść wrażenie, że chce po prostu uciec na kilka miesięcy od rodziny i codziennych problemów. Janette zostaje sama i musi wychowywać syna, który dostrzega coraz więcej skaz w wizerunku swoich rodziców. I to właśnie z jego perspektywy, jego oczami, widzimy cała historię. Czujemy jego emocje, rozumiemy jego zakłopotanie, zszokowanie i strach. W jednej chwili burzy mu się obraz jego (jak myślał) idealnych rodziców i ukazują się problemy, przez które Joe musi znacznie szybciej dorosnąć.

Zwróciliście uwagę na aktorów? Carey Mulligan i Jake Gyllenhaal – to po prostu musiało się udać. Świetna gra aktorska obojga. Ed Oxenbould – niesamowity, rola jakby pisana pod niego. Paul Dano zdecydowanie wiedział co robi. Myślę, że bardzo dokładnie przemyślał dobór aktorów i lepiej wybrać nie mógł.

Czy można się czegoś przyczepić? Oczywiście, że można. Można powiedzieć, że film jest bardzo statyczny, czasami wręcz marzyłoby się o przycisku, który troszeczkę przyspieszy film ale z drugiej strony w tych bardzo powolnych scenach, paradoksalnie dzieje się bardzo wiele i to dzieje się w ciekawy sposób. Czy właśnie zamieniłam wadę na pozytywna strone? Chyba tak. Mogłabym przyczepić się jeszcze kilku kwestii ale byłoby to bardzo na siłę… Nie będę już więcej zdradzać, zapraszam do kin!

Spider-Man. Uniwersum

reż. Bob Persichetti Peter Ramsey Rodney Rothman

Nigdy nie spodziewałabym się, że recenzja takiego filmu pojawi się na mojej stronie. Nie należę do fanów komiksów, filmów animowanych, Spider-Mana i Marvela. Jednak przez prawie dwie godziny siedziałam w kinie jak zaczarowana, nie chciałam opuścić ani jednej sceny filmu. Dziwna sprawa prawda? Czy to możliwe, że ten film jest aż tak dobry?

Kilka tygodni temu wybrałam się na film „Venom” reż. Ruben Fleischer. Po napisach końcowych została wyświetlona krótka animacja i śmiało mogłam stwierdzić, że była to najbardziej przyjemna część tego seansu. Po kilku dniach natknęłam się na informację, że nie była to tylko kilkuminutowa animacja, a urywek pełnometrażowego filmu animowanego. I tak też w styczniu 2019 roku znalazłam się w kinie na filmie „Spider-Man. Uniwersum”, który absolutnie skradł moje serce.


Fabuła filmu skupia się głównie na postaci Milesa Moralesa. Jest to nastolatek, który ma problemy ze znalezieniem własnej tożsamości i drogi, którą chce podążać w życiu. Nowa szkoła i ojciec policjant nie ułatwiają mu życia. Pewnego dnia zostaje ugryziony przez pająka i zyskuję super moce. Kiedy dotychczasowy Spider-Man ginie, Miles zostaje sam, ale nie na długo. W mieście otwiera się portal do innych wymiarów i w tym momencie poznajemy cztery postacie, które „ratują świat w swoich wymiarach, są to:

  • Spider-Noir – alternatywna i mroczna, czarno-biała wersja Spider-Mana z czasów drugiej wojny światowej;
  • Peni Parker i Sp//dr – dziewczynka z przyszłości, która korzysta z pająko-bota, stylizowana na postaci anime;
  • Spider-Gwen – ugryziona przez radioaktywnego pająka Gwen Stacy z alternatywnej rzeczywistości, w której Peter zginął;
  • Spider-Ham, czyli Peter Porker z wymiaru animowanego.

Wszyscy super bohaterowie próbują wrócić do swoich rzeczywistości a Miles uczy się jak stawiać czoła niebezpieczeństwom, z którymi będzie musiał się codziennie mierzyć.

Jak potoczą się losy wszystkich bohaterów? Myślę, że fanów komiksów i Spider-Mana raczej nic nie zaskoczy, natomiast uważam, że film warto obejrzeć ze względu na wspaniała mieszankę komiksu, animacji i efektów komputerowych. Dramat, akcja, sensacja, thriller – w tym filmie znajdziecie wszystko. Spodziewajcie się też, że prawdopodobnie uronicie łzę i zaśmiejecie się nie raz.
Wszystko sprowadza się do jednego i potwierdzają to krytycy filmowi – „Spider-Man. Uniwersum” jest jednym z najlepszych filmów na podstawie komiksów w historii.


Assassination Nation

reż. Sam Levinson 

          Zastanawiałeś/łaś się kiedyś co by było gdyby świat poznał zawartość Twojego telefonu? Twoje smsy, rozmowy, zdjęcia – po prostu Twoją prywatność. Sam Levinson w swoim najnowszym filmie „Assasination Nation” pomoże Ci zwizualizować do czego mogłoby to doprowadzić. 
         Z pozoru typowa historia o nastolatkach, ich problemach i social mediach, jednak przedstawiona w ciekawy sposób. Przygotujcie się na niezapomniane przeżycie. 

        W małym miasteczku Salem dzieje się coś dziwnego. Nagle z dnia na dzień zaczynają wypływać prywatne informacje z telefonów poszczególnych osób. Oskarżone zostają o to 4 dziewczyny. Zaczyna się dosłowne polowanie na nie. Oczywiście, nie ma podstaw do tego aby twierdzić, że to one ale dzięki temu widać jak łatwo manipulować ludźmi. Wszyscy w miasteczku mają jakieś tajemnice – mniejsze lub większe – Ci z tymi większymi są oczywiście pierwsi do oceniana i oskarżania innych. W tym całym internetowym szale, kiedy życie nastolatków jest  w 100% skupione na wirtualnym świecie, łatwo się zatracić, a granica pomiędzy światem rzeczywistym się zaciera. Ludzie zaczynają zachowywać się jak dzikie istoty, kompletnie pozbawione empatii i jakichkolwiek uczuć (poza nienawiścią). W filmie jest dużo scen przemocy, bluzgów i  krwi (przyznam, że ja jako osoba, której takie rzeczy nie ruszają, w pewnych momentach odwracałam wzrok). Zostało dobitnie pokazane, że social media to zagrożenie i problem współczesnego świata. Wiele filmów i seriali porusza ten temat jednak flim Sam’a Levinson’a pokazuje to w sposób nietypowy. Film łączy satyrę z horrorem – przy pewnych scenach nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. Nie jest to film wymagający, natomiast da się doszukać w nim pewnych ukrytych znaczeń. 

        Poza fabułą warto wspomnieć o montażu – częste dzielenie ekranu, nie jest popularne, ja osobiście to uwielbiam. Nadaje to pewnej dynamiki i oryginalności. Jeszcze jedną rzeczą o której muszę wspomnieć jest świetnie dopasowana ścieżka dźwiękowa. Myślę, że cały soundtrack jest godny polecenia, o ile lubicie dość mroczne klimaty 😉 

        Dlaczego jest tak dużo hejtu? Czy zdajemy sobie sprawę jak niewinne (a dla nas zabawne) z pozoru słowa i komentarze mogą zranić innych?   Dlaczego ludzie robia sobie takie okrutne rzeczy?  Odpowiedź znajdziecie w ostatniej scenie filmu, jest jednocześnie banalna, zabawna i smutna. Zapraszam do kin! 

PS. Oglądaliście? Jak wrażenia? Czekam na Was w komentarzach!